Indie to kraj legenda. Kolebka wielkiej cywilizacji, kraina cudownej przyrody, wyjątkowa mozaika religii, zapachów, kolorów, kultur. Tygiel, w którym wymieszało się to wszystko dał nam zarówno Taj Mahal, jak i Bollywood. Program kosmiczny i broń jądrową, ale również obecną za na każdym kroku biedę i przeludnienie.

Ponad milion milionerów z jednej i – skrajne ubóstwo, z drugiej strony. Ponad 40% światowej populacji osób ubogich mieszka w Indiach. Największy demokratyczny kraj na świecie, który niepodległość odzyskał, jako jeden z niewielu, bez użycia przemocy. Największa, najstarsza i najdłużej istniejąca cywilizacja na świecie, miejsce narodzin szachów, dziesiętnego systemu liczbowego, cyfry zero i ajurwedy. I to właśnie ta ostatnia przywiodła mnie do Indii po raz drugi w życiu.

Ajurweda, czyli „sztuka życia”

Ajurweda to w dosłownym tłumaczeniu wiedza o życiu bądź sztuka życia. A jako że życie jest synonimem zdrowia, jest ona wiedzą o zdrowiu. Ajurweda to najstarszy na świecie system medyczny i filozoficzny, wywodzący się właśnie ze starożytnych Indii. Uczy, w jaki sposób zachować harmonie pomiędzy ciałem i umysłem. Jej cele najtrafniej tłumaczy hasło: utrzymać zdrowie tych, którzy są zdrowi i leczyć choroby tych, którzy są chorzy. Przede wszystkim zaś – leczyć przyczyny, nie skutki.

Czas powstania tej metody trudno ustalić z powodu braku źródeł. Najstarsze zapisy na jej temat, które przetrwały do dzisiaj, tworzą część Wed, świętych ksiąg hinduizmu. Wedy powstały prawdopodobnie między 1500 a 500 rokiem przed naszą erą, ale ajurweda jest dużo starsza i zanim ją spisano, krążyła przez lata w przekazie ustnym. Dopiero po włączeniu jej do ksiąg wedyjskich ustalił się jeden kanon dotyczący jej podstawowych założeń.

Dzisiaj mówi się, że ajurweda liczy sobie około 5000 lat jako koncepcja zdrowia i terapii jest uznawana od 40 lat przez Światową Organizację Zdrowia. Ponadto jest jednym z nielicznych systemów medycyny niekonwencjonalnej, w którym wykorzystuje się chirurgię. Wielu naukowców uważa, że jest to najstarszy z istniejących systemów leczenia. Jest więc nauką bardzo starą, a zarazem określa się ją medycyną przyszłości, pod czym po tygodniowym pobycie w ośrodku ajurwedyjskim podpisuję się obiema rękami. Ajurweda niewątpliwie wkracza w etap swojej świetności, nie tylko w Indiach, ale także na świecie. Jest bowiem na nowo odkrywana i praktykowana przez mieszkańców krajów zachodnich. W dodatku z zaskakującą skutecznością i spektakularnymi rezultatami.

Pociągające w ajurwedzie jest to, że nie odnosi się tylko do płaszczyzny medycznej, ale dotyczy wszystkich poziomów naszej aktywności. Ujmuje człowieka całościowo, holistycznie, koncentruje się na zachowaniu dobrostanu, zapobieganiu chorobie. A gdy już do niej dojdzie, usuwa jej źródło, a nie objawy. Zgodnie z ajurwedyjską definicją zdrowia, pełne zdrowie nie opiera się wyłącznie na braku symptomów chorobowych, lecz stanowi stan absolutnie dobrego samopoczucia w całej swojej istocie. Może dlatego Hindusi, mimo że ubodzy, na pierwszy rzut oka zdają się być szczęśliwi i zdrowi.

Ajurwedyjskie ABC

Rosnąca popularność ajurwedy powoduje, że nie musimy jechać do Indii, żeby poczuć jej dobroczynne działanie. Oczywiście jeżeli ktoś ma ochotę może odwiedzić jeden z licznych ośrodków oferujących takie zabiegi. Tych w całych Indiach nie brakuje. Ja właśnie wróciłam z tygodniowego pobytu w Sitaram Beach Retreat, ośrodka prowadzonego przez mojego serdecznego przyjaciela Vignehsa. Jego rodzina od 90 lat propaguje ten sposób utrzymywania zdrowia, zaś sam Vignesh jest 4. generacją lekarzy w ich rodzinie.

W Polsce trudno znaleźć osoby tak doświadczone, ale nie oznacza to, że nie możecie na miejscu spróbować zabiegów oferowanych w miejscu narodzin tej metody. Co więc warto wybrać?

Na dobry początek joga, często utożsamiana z ajurwedą. Nie jest to do końca prawdą, bo ajurweda, jak już wiemy, to cały system medyczny. Zaś joga to jeden z fantastycznych sposobów dbania o zdrowie. Wzmacnia ciało i pomaga leczyć choroby przez wykonywanie odpowiednich asan. Niewątpliwie jednak joga to jedno z narzędzi, którymi medycyna ajurwedyjska posługuje się w celu leczenia i profilaktyki. W Polsce w większości szkół pierwsze zajęcia dla początkujących są darmowe, może znajdziecie w jodze swoją pasję i połączycie przyjemne z pożytecznym i zdrowym.

Zdrowy oddech – pranayama

Kolejną metodą, której możemy spróbować jest pranayama. W skrócie jest to kontrola oddechu, którego efektem ma być spokój umysłu. W tłumaczeniu dosłownym prana to powietrze, siła życiowa zaś ayama to zwiększanie szerokości, długości, objętości. Pranayama to systematyczne wydłużanie wdechu i wydechu. I nie mówimy tu o nawykowym, automatycznym oddychaniu, które jest nam po prostu potrzebne do życia. To precyzyjne techniki, które zwiększają znacznie pobór tlenu do organizmu, dzięki czemu zyskujemy energię, spokój i świeżość umysłu. Uspokajają się nerwy, ciało czuje się lekkie, klatka piersiowa jest przestrzenna i otwarta. Oddychamy pełną piersią i czujemy się dużo lepiej.

Panchakarma w wolnym tłumaczeniu oznacza „pięć metod” i jest to jedna z najważniejszych i najgłębszych terapii. Według ajurwedy jest to najbardziej skuteczna metoda uzdrawiająca, oczyszczająca oraz wzmacniająca organizm na każdym poziomie. Zalety są niezliczone: poprawia sen, trawienie, zwiększa ogólną energię do optymalnego poziomu, usuwa toksyny, oczyszcza ciało i umysł, odchudza bez efektu jo-jo, likwiduje stres, poprawia stan i jakość skóry, sprowadza relaks i dobrostan.

Właściwe oczyszczanie poprzedzone jest Purvakarma, czyli zmiękczaniem zasiedziałych toksyn i udrażnianiem kanałów, w których się gnieżdżą. Etap ten jest dość przyjemny, bo dokonuje się w nim wewnętrznego i zewnętrznego olejowania ciała. Pierwsze polega na przyjmowaniu odpowiedniego jedzenia i preparatów, drugie jest bardzo przyjemne, bo to nacieranie ciała lub jego części zaleconymi olejkami.

Etap drugi, czyli wspomniana Panchakarma to pięć metod oczyszczenia organizmu. Dokonuje się to w sposób bardzo bezpośredni i dosłowny, czyli przez lewatywy, wywołanie przeczyszczenia czy usuwanie toksyn z partii nosowych, że o bardziej dosadnych metodach tu nie wspomnę. Dlatego jeżeli się zdecydujecie na cały program, musicie liczyć się z delikatnie mówiąc – pewnymi nieudogodnieniami. Jedno jest jednak pewne – po całym programie poczujecie się jak nowo narodzeni!

Jakie zabiegi towarzyszące Panchakarmie wybrać?

Shirodhara, czyli masaż ciepłą strugą olejku ziołowego lub innych specjalnie dobranych płynów wykonywany na trzecim oku (upraszczając, na czole). Jest to jeden z najważniejszych zabiegów ajurwedyjskich, bardzo głęboko relaksuje, wprowadza często pacjentów w odmienne stany świadomości, miewa działanie transowe. Korzyści są nieprzeliczone: poprawa stanu zdrowia i cyrkulacji krwi w mózgu, wzmocnienie skóry głowy i włosów, wyciszenie umysłu, redukcja stresu, poprawa stanu emocjonalnego. Nic dziwnego, że Shirodhara jest postrzegana jako boska technika odmładzająca cały organizm. Bardzo polecam!

Abhyanga, masaż całego ciała. Zaczyna się od podgrzania przez masażystę bądź masażystów (czasami wykonują go dwie osoby) olejków. Tradycyjnie korzysta się z oleju z czarnego sezamu. Zawarte w nim substancje przenikają do skóry, uelastyczniają i ujędrniają. Dodatkowo rozgrzany olej rozprowadza ciepło po całym ciele i rozluźnia.

Shiro Abhyanga, masaż rozpoczynający się od głowy, karku i obręczy barkowej. Uwalnia cały nagromadzony w ciele stres i uspokaja pacjenta.

Mukha Abhyanga, masaż twarzy. To na twarzy znajdują się nasze narządy zmysłów, które wspominany zabieg regeneruje. Dodatkowo nadaje skórze blasku, uelastycznia ją i wygładza zmarszczki. Kolejne etapy są równie przyjemne i mają podobnie dobroczynne działanie na organizm. Po zakończonym masażu (trwa on około godziny) zauważymy u siebie poprawę krążenia krwi, wzrost siły życiowej, zwiększenie elastyczności stawów i zakresu ruchu, znika napięcie i sztywność mięśni, skóra błyszczy, znika ból. Nic tylko dać się wymasować.

***

W ostatniej części pokażę wam jeszcze kilka ciekawych zabiegów, jakie oferuje ajurweda.

  • Udvartana, to masaż, przy którym stosuje się proszki i pasty z ziół na sucho, lub zmieszane z olejem. Zabieg pobudza krążenie krwi, wygładza nierówności skóry, działa jak peeling, likwiduje zmiany cellulitowe.
  • Pina Sweda to z kolei masaż stemplami z wyciągów ziołowych. Usuwa bezsenność, zmęczenie, oczyszcza ciało z toksyn, wzmacnia skórę, rozluźnia i rozgrzewa mięśnie. Można stosować miejscowo na urazy, naciągnięcia, itp.
  • Kati Vasti to zabieg polegający na laniu oleju na kręgosłup, ciepły olej wlewa się na ograniczony wałkiem z ciasta obszar. Działa przeciwbólowo, rozluźniająco i relaksująco na kręgosłup, kończy się masażem pleców. Polecam, bo doznania są niesamowite.
  • Udara to masaż brzucha i stóp idealny na problemy gastryczne, złą perystaltykę jelit, problemy z wypróżnieniami. Redukuje wzdęcia, uczucie przepełnienia brzucha. Rozluźnia i spłaszcza brzuch, pobudza trawienie.
  • Nasya Karma to zabieg na zatoki polegający na zakraplaniu przez nozdrza odpowiednio spreparowanych ziół. Pomaga na dolegliwości związane z zatokami, górnymi drogami oddechowymi i na bóle głowy.
  • Netra Basti to z kolei specjalna ziołowa kąpiel dla oka, która redukuje uczucie suchości, zmęczeni wzroku, wygładza i relaksuje skórę. Bardzo miły i kojący zabieg, polecam serdecznie!
  • Karna Purana, zabieg olejowym wykonywanym w obrębie uszu. Zmniejsza napięcie w szczękach i karku, oczyszcza uszy z woskowiny, systematycznie stosowany poprawia słuch.

Nawet jeżeli wierzycie tylko i wyłącznie w tradycyjną medycynę, możecie zaryzykować i zafundować sobie jeden z wymienionych przeze mnie zabiegów. 100-150 złotych za godzinę masażu albo „kąpieli olejowej” to niewiele w porównaniu do efektów ich działania. Namawiam do prób. Ja po kilku zabiegach czuję co najmniej o kilka lat młodsza. Zobaczymy na jak długo 🙂