Można dyskutować, czy Francja jest kulinarną stolicą świata, czy może palma pierwszeństwa należy się innej nacji, ale jedno nie podlega dyskusji – jeżeli chcemy dobrze zjeść, Francja jest jednym z kierunków pierwszego wyboru. To przecież stamtąd wywodzą się najznamienitsze kucharskie rodziny, to tam bogactwo kuchni regionalnych zapiera dech w piersiach, to właśnie Francuzi nadają ton światowym trendom gastronomicznym, i to tam powstał najbardziej prestiżowy przewodnik po restauracjach – Michalin, którego gwiazdki są największym wyróżnieniem i gwarantem zapełnienia lokalu na kilka miesięcy w przód.

Jeżeli uznamy Francję za światową stolicę gastronomii, to Paryż, niczym w soczewce, skupia wszystko, co najlepszego możemy w niej dostać do jedzenia. Jeżeli więc nie mamy pieniędzy na kulinarną wycieczkę po całym kraju, pojedźmy do Paryża i tam spróbujmy wszystkiego, co francuscy szefowie kuchni mają najlepszego do zaoferowania. Poniżej 9 propozycji miejsc, w których możemy coś wrzucić na ząb. W niektórych stolik trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, do innych wchodzimy z ulicy, czekamy kilkanaście minut, co nie jest takie straszne, gdy mamy w ręku drinka a po chwili kelner prowadzi nas na miejsce i wręcza menu.

Prestiż z odrobiną szaleństwa

Na początek miejsce uznawane przez niektórych znawców za jedną z najlepszych francuskich restauracji. Mowa o La Chateaubriand, której szefuje nieco szalony, trochę ekscentryczny, ale trzymający wszystko, co się dzieje w lokalu pod kontrolą, Inaki Aizpitarte. Położona w 11 dzielnicy, nieco z dala od wydeptanych turystycznych szlaków, przypomina niepozorne bistro.

fot. Roll-Morton/via Wikimedia Commons

Żadnego zadęcia, lekko odrapane stoły bez obrusów, nie dostaniemy nawet tak popularnych (bo wygodnych) papierowych podkładek pod talerze. Szybko jednak przestajemy na to zwracać uwagę, bo na stół wjeżdżają kolejne kursy i trafiamy do kulinarnego raju wyczarowanego przez szefa Inakiego. Co miłe, poza sezonem można tam wejść z ulicy i dostać stolik. Rachunek też nie rujnuje portfela, choć oczywiście nie jest na każda kieszeń.

Z błyskiem

Jeżeli nie odpowiada nam lekko luzacki klimat, możemy otoczyć się przepychem. Znana światowa wytwórnia luksusowych kryształów Maison Baccarat, wykupiła rezydencję „hotel de Marie-Laure de Noailes”. Mniej więcej w połowie drogi między Łukiem Triumfalnym a Wieżą Eiffel’a, przy 11 Place des Etats-Unis mieści się ekskluzywna restauracja Cristal Room Baccarat. Do zrobienia wystroju wnętrza zaproszono Phillippe’a Starcka, którego wszyscy kojarzymy z klasyczną wyciskarką do cytrusów – tu zwracają uwagę przede wszystkim żyrandole. Właściciele nie żałowali pieniędzy i zafundowali sobie dekadencki przepych. Bogactwo leje się ze ścian, dzięki czemu już na wstępie zaczynamy smakować otoczenie wzrokiem.

fot. Crystal Room Baccarat

W restauracji szefuje światowej sławy mistrz kucharski Guy Martin. Ceny dań głównych nie są niskie i wahają się od 30 do 50 euro, dlatego jeżeli zechcemy tam zjeść, musimy przygotować się na trochę poważniejsze wydatki – przystawka, danie główne, deser i jakiś alkohol to około 100 euro na osobę. Jeżeli nie dysponujemy takim budżetem, a mimo wszystko chcielibyśmy tam jednak zjeść, możemy zdecydować się na menu lunchowe w cenie około 30 euro. Twierdzę, że warto tam zajść przynajmniej raz w życiu.

Zapach perfum, smak raju

Guy Martin ma dla nas jeszcze jedną propozycję. Pod pewnym bardzo znanym paryskim adresem znajduje się jego kolejna restauracja Le 68 Guy Martin. Adres jest znany stąd, że mieści się tam słynny sklep perfumiarski Guerlaina: 68, avenue des Champs-Elysees, najbardziej znana ulica Paryża. Restauracja mieści się, powiedzmy, w piwnicy i spotykają się w niej światy gastronomii i perfum. Dzięki temu możemy zaznać multizmysłowego doświadczenia.

Piękna kamienica kryje sklep i restauracje – sam luksus (fot. Moonik via Wikimedia Commons)

Miejsce zaprojektował nowojorski architekt Peter Marino i podczas wizyty w Le 68 otacza nas świat zmysłowych zapachów, fantastyczne wnętrze a na naszym stole lądują wyrafinowane dania. Guy Martin wraz ze swoim partnerem, Thierrym Wasseurem przez rok projektowali i rozwijali zaskakujące menu oparte na zapachach Guerlaina.

Ceny wyższe od przeciętnych, ale nie zwalają z nóg, za danie z karty przeciętnie zapłacimy około 40 euro.

Kulturalne przysmaki

Marzeniem Charlesa Garniera było umożliwienie widzom Paryskiej Opery zjedzenie wykwintnego posiłku. Wyzwanie było duże, bo trzeba było tak zaaranżować restaurację, żeby nie ingerować w mury tego architektonicznego arcydzieła. Udało się dzięki wyjątkowemu talentowi Odile Decq, i teraz paryżanie i turyści licznie odwiedzający to miasto, mogą zjeść posiłek w tych szacownych wnętrzach.

Nowocześnie i ze smakiem (fot. opera-restaurant.fr)

Szef kuchni Chichiro Yamazaki przy zestawianiu menu zręcznie wykorzystuje sezonowe produkty regionalne. Samo menu restauracji L’Opera jest podzielone na III akty. Akt I to przystawki, za które zapłacimy 10-20 euro. W akcie II na scenę wchodzą dania główne (do 30 euro), zaś w trzecim desery, których ceny nie przekraczają 15 euro.

Skup się na smaku

Dans le Noir to miejsce niezwykłe, bo od 12 lat serwuje posiłki w całkowitej ciemności. Teraz to oczywiście nie jest żadna nowość, bo powstało sporo lokali specjalizujących się w tego typu działalności, ale Dans le Noir była jedną z pierwszych tego typu restauracji, i wtedy był to krok ekstrawagancki i odważny. Bo jak to tak? Nie będę widziała, co będę jadła? Zamysł jest oczywiście taki, żeby wyłączając wzrok, wyostrzyć pozostałe zmysły, dzięki czemu doznania smakowe są pełniejsze, bardziej wyraziste. Na miejsca prowadzą i obsługują nas osoby niewidome, menu jest niespodzianką, bo naszym zadaniem będzie rozpoznawanie smaków i aromatów. Oczywiście menu uwzględniają ewentualne alergie klientów lub specjalne rodzaje diety. Średnia cena dania z menu to około 55-60 euro, najdroższy zestaw degustacyjny to wydatek rzędu 100 euro.

Blichtr i patyna

1 Place Vendome w hotelu Vendome na placu Vendome 1 to miejsce bardzo szykowne, zaprojektowane przez Michele Bonan. Welurowe sofy, jedwabne zasłony i satynowe, różowe poduszki. Wszystko eleganckie, wprost spod igły, aż się człowiek zastanawia, czy na tym się siedzi, czy ogląda. Młody i bardzo zdolny szef Josselin Marie proponuje nam elegancką, klasyczną kuchnię francuską.

Luksusowo, ale prosto i bezpretensjonalnie (fot. Hotel Vendome via Wikimedia Commons)

Rzecz jasna menu układane jest sezonowo i nikt nie proponuje nam w środku zimy zmrożonych szparagów. Wszystko pierwszej jakości i najwyższej świeżości. Rezerwacja jest niezbędna, bo to w tej chwili jedna z najpopularniejszych restauracji w Paryżu. Pamiętajmy też o tym, że restauracja jest zamknięta przez cały sierpień. Ceny? No cóż, do najniższych nie należą, średnia cena z karty to około 80 euro, menu degustacyjne to wydatek rzędu 90 euro.

Tanio i dobrze

No dobrze, a gdybyśmy chcieli zjeść w eleganckiej i dobrej restauracji, ale nie chcemy wydawać tyle, że jeden posiłek skraca nam pobyt w Paryżu o dwa dni. Mam do zaproponowania bistro Au Bougnat, w którym zjemy wszystko to, co kojarzy nam się z kuchnią francuską. Wszystko to w sympatycznym, ciepłym otoczeniu. W sercu historycznego centrum Paryża. Podoba się?

Tak naprawdę, satysfakcjonujące będzie każde bistro

Au Bougnat oferuje świetne jakościowo posiłki w podejrzanie niskich cenach. Przystawki w granicach 10 euro, dania główne nie przekraczają 20 euro, desery poniżej 10 euro. Zestaw składający się z przystawki, dania głównego i deseru możemy dostać za 25-30 euro.

A dla totalnych i zapalonych mięsożerców, mam jeden z fajniejszych amerykańskich dinerów w Paryżu. Są jakieś przystawki, są tradycyjne amerykańskie desery, ale podstawą kuchni My Pop jest francuska wołowina przerobiona na steki i hamburgery. Nie jest to mój rodzaj kuchni, ale My Pop to nowe trendy miejsce na gastronomicznej mapie Paryża i trudno o nim nie wspomnieć. Zwłaszcza, że za steka zapłacimy niewiele więcej niż w Warszawie. T-Bone dodatkami (obowiązkowo french fries!) to niecałe 25 euro, stek New York niecałe 18 euro. Więcej zapłacimy za ich flagowego hamburgera MyPop – 26 euro. W gratisie dostajemy fantastyczny widok na Sekwanę. Kolejne fajne miejsce, w którym smacznie zjemy a nie zbankrutujemy.

Stek w Paryżu? Koniecznie!

Na koniec zostawiłam sobie sympatyczną, elegancką restaurację Bouillon Chartier. Spośród wielu innych w Paryżu wyróżnia ją ponad stuletnia historia. W 1896 roku bracia Camille i Lucien Chartier wpadli na prosty pomysł biznesowy. Otóż wymyślili sobie, że otworzą lokal, w którym ludzie dostaną dobre posiłki i dobrą obsługę w rozsądnych cenach. Od ponad stu lat formuła nie uległa żadnym zmianom – sympatyczni, trochę staromodnie ubrani kelnerzy (te czarne fartuchy do ziemi!) śmigają między długimi stołami, sprawnie obsługując tłum klientów. Oferowane dania są przepyszne i kosztują, uwaga – od 10 do 20 euro.

Restauracja jest spora, wchodzi do niej ponad trzystu gości, ale pomimo dużej pojemności, ciągną do niej takie tłumy, że musimy liczyć się z oczekiwaniem w kolejce. Zwłaszcza w porze obiadowej.

Smacznego!