Moje pakowanie jest jak sama podróż. Sporo w nim kreatywności, artystycznego nieładu, spontanicznych wyborów i nagłych zwrotów akcji.

Wychodząc z założenia, że „nigdy nie wiesz, gdzie skończysz” zawartość mojej walizki bardzo różnorodna. Gdy czas na pakowanie, wyjątkiem od reguły jest set samolotowy. Niezależnie od tego czy wybierać się będę do Nowej Fundlandii czy na Madagaskar – zawsze będzie zawierać to samo. Bo od tego co zapakuję do podręcznej torby na długi lot, będzie zależał mój komfort w podróży. (Nie)stety wiem o tym z autopsji.

Wygoda przede wszystkim

To może niedokładnie pakowanie, ale jednak co tu dużo mówić – wygodny outfit to podstawa. Kluczowe dla komfortu są w moim przypadku buty. Tutaj bez względu na warunki atmosferyczne stawiam na trampki, najlepiej lekko luźne. Pamiętajcie, że w trakcie lotu stopy nabierają objętości, więc nie chcecie, by but wpijał się w nogę. Jeśli mam wybór stawiam na buty na rzep lub zamek. W razie konieczności obuwie łatwo się zakłada i zdejmuje.

Jeśli mowa o ubraniach – zero skórzanych czy nylonowych, nieprzepuszczających powietrza materiałów. Wygodny, sportowy outfit jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Na górę luźny T-shirt i obszerna bluza. Coraz rzadziej na dalekie podróże sięgam po jeansy, coraz częściej po wszelkie rodzaje getrów. Niezależnie od tego, na co się zdecydujecie unikajcie paska z klamrą (ten, wpijając się w ciało skutecznie przypomni ci już godzinę po starcie, że jego wybór nie był najlepszym pomysłem). Omijajcie też ściągacze w nogawkach czy rękawach.

Mądre pakowanie, czyli kosmetyki na podróż samolotem

Zdecydowanie nie należę do dziewczyn, które w długa podróż samolotem udają się na obcasach i w pełnym makijażu (komfort, komfort i jeszcze raz komfort!). Często zdarza mi się spotykać takie okazy na pokładzie samolotu i współczuję im z każdą kolejną godziną. Suche powietrze w kabinie wyjątkowo fatalnie współpracuje nie tylko z makijażem, ale także ze skórą. Im dłuższy lot, tym bardziej jest ona wysuszona, podrażniona i naprawdę nie wiem, po co jeszcze dorzucać jej problemów w postaci przesadnej ilości podkładu, pudru czy cienia do powiek… No ale ladies, kto co lubi. Ja stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Dlatego pakowanie podróżnej kosmetyczki jest dla mnie bardzo istotne.  Zawsze znajdziecie w niej najpotrzebniejsze rzeczy:

  • Woda w sprayu (np. Vichy) – nie tylko ożywia zmęczoną twarz, ale także budzi i odświeża;
  • Dobry krem nawilżający warto nałożyć na twarz już w domu, a potem sukcesywnie dokładać, by skóra mogła spokojnie się napić;
  • Jeśli chodzi o makijaż, wyjątek w samolocie mogę zrobić jeden – błyszczyk/ omadka do ust. Musi jednak też być dobrze nawilżająca i najlepiej stosunkowo niedroga, bo mam nieprzeciętny wręcz talent do gubienia kosmetyków szminko-podobnych.
  • Dobrze mieć przy sobie żel antybakteryjny. Może posłużyć nie tylko do użycia go na własnej skórze, ale także do wyczyszczenia stolika czy plastikowych oparć fotela. Sprawę załatwi też chusteczka antybakteryjna – można takie kupić za grosze w każdej drogerii.

Miękkie swetry to to, co wyjątkowo przydaje się w samolocie

Survival kit – bo pakowanie to wyzwanie

Jeśli miejsce w torbie podręcznej na to pozwala – zabieram swoją poduszkę i kocyk. Należę do osób, które marzną zawsze i wszędzie, więc to mój must have. Na długich trasach koc z poduszką dostaniecie od załogi, ale taki set zawsze może przydać się także w hotelu. Po inteligentny zestaw odsyłam was do Oysho. Koc można zapakować w pokrowiec poduszki, dzięki czemu oszczędzamy miejsce w bagażu.

Jedną z moich ulubionych rozrywek na pokładzie samolotu jest porządne wyspanie się. Dobry sen nie jest zły, ale zawsze warto zastanowić się jak wygląda zmiana czasu po przylocie. Jeśli na miejscu pierwsze kroki kierujemy do hotelowego łóżka, w samolocie szkoda czasu na sen. Przestawienie się zajmie wam kilka dni. Tym bardziej, że raz na jakiś czas warto wstać, rozciągnąć się, wykonać kilka prostych ćwiczeń – nasze nogi nie przepadają przecież za długim siedzeniem. Zwłaszcza, gdy w samolocie jest dość ciasno.

Stawiamy na praktyczne gadżety

Jedną z najpraktyczniejszych rzeczy, jakie warto uwzględnić planując pakowanie bagażu podręcznego, są zatyczki do uszu. Im porządniejsze, tym lepsze – powie wam to każdy, kto spędził 12 godzin w samolocie obok ząbkującego niemowlęcia. Niestety – muzyka nie zawsze pomaga, a ulubione przeboje zagłuszane potwornymi dźwiękami z zewnątrz nie sprawiają żadnej przyjemności.

Jeśli dużo podróżujecie to pewnie aż za dobrze znany jest wam problem baterii, rozładowującej się dokładnie w momencie, gdy chcecie znaleźć w internecie informację mogącą uratować wam życie na nowym lądzie. Dlatego zawsze (także w Warszawie) mam przy sobie power bank. Oprócz niego zestaw ładowarek i przejściówek.

Jestem fanką funkcjonalnych rozwiązań, więc na dłuższą podróż biorę ze sobą etui na iPhone’a, które można zawiesić na szyi. Szukanie telefonu między siedzeniami należy do wątpliwych przyjemności. A że telefon to moja trzecia ręka (niestety), zawsze lubię wiedzieć, gdzie aktualnie przebywa.

Pokładowe rozrywki

Lot to dobra okazja, żeby naładować baterie za pomocą porządnego relaksu i nadrobienia zaległości kreatywno-intelektualnych. Pakowanie obejmuje zatem jeszcze kilka ważnych punktów.

  • Oczywistym wyborem jest dobra książka, najlepiej podróżnicza. W dodatku taka, której akcja dzieje się w odwiedzanym przez ciebie miejscu. Pozytywnie wprowadzi cię to w klimat.
  • Wielkie tak dla WYGODNYCH słuchawek do uszu, najlepiej z gumowymi końcówkami. Plastikowe to już rzadkość, ale czasem filmy czy muzyka do jedyna rozrywka na długich trasach, więc warto zainwestować w osprzętowanie, po użyciu którego nie odpadnie wam ucho.
  • Ściągnięte wcześniej aplikacje na iPhone’a czy iPada z opisem miejsc, które warto odwiedzić w kraju, do którego zmierzasz. Jeśli na temat danego miejsca wiesz już wszystko – zawsze możesz poduczyć się lokalnego języka z zainstalowanych wcześniej rozmówek.
  • Ponieważ kreatywne pomysły i szalone plany dopadają mnie absolutnie wszędzie i bez względu na miejsce czy otoczenie, zawsze mam mały notatnik. Oczywiście w torbie zazwyczaj leci ze mną MacBook, ale jest coś romantycznego w zapisywaniu pomysłów, planów i ulotnych myśli na kartkach ulubionego notatnika (jednego i tego samego od 2009 roku).
  • Bywa, że najlepszej rozrywki dostarcza widok za oknem. Godzinami potrafię słuchać ulubionej muzyki i wpatrywać się w chmury lub błękitną otchłań. Widok chmur pode mną nigdy nie przestaje mnie zachwycać. Dlatego na pokładzie samolotu zawsze mam ze sobą mojego Canona.

Współczesny świat daje nam cały wachlarz pomysłów na zabicie czasu. Ale w większości przypadków najlepszym z nich jest… towarzystwo sąsiada lub sąsiadki. Podróż to ludzie, więc jeśli tylko osoba u mojego jest w miarę towarzyska, odkładam elektroniczne zabawki i spędzam czas w samolocie najlepiej jak potrafię. Na rozmowie.