Kuba. Wyspa jak wulkan gorąca, o czym wiedzą wszyscy. Przy okazji jednak jest to miejsce, w którym od roku 1959 trwa nieustający zwycięski pochód rewolucji socjalistycznej. Dlatego mając w głowie piękną pogodę i niepowtarzalne warunki przyrody, trzeba też pamiętać o swoistych absurdach i utrudnieniach życia codziennego, które dotykają również turystów. Na co zatem zwrócić uwagę podczas pobytu na Kubie? 

Jak z tymi pieniędzmi? 

Podróżując po Europie Zachodniej wrzucamy w kieszeń kartę kredytową, kilka euro z kantoru na lotnisku, i nie mamy problemu. Podróżując po Stanach, Kanadzie czy Australii, wrzucamy w kieszeń kartę kredytową, kilka miejscowych dolarów z kantoru na lotnisku, i nie mamy problemu. Podróżując po Kubie… No cóż, nie pomoże nam karta kredytowa, bo na Kubie za wszystko płaci się gotówką. Wyjątkiem jest wynajem samochodu, wtedy potrzebujemy wypukłej karty.
Żeby turyście nie ułatwiać, Kubańczycy operują dwiema walutami. CUP i CUC. To pierwsze to peso kubańskie (peso cubana), drugie to peso wymienialne (convertible). CUP to waluta słabsza, lokalna i płacimy w niej za podstawowe produkty i niektóre usługi. Druga, na bogato, służy do płacenia za dobra, nazwijmy to, luksusowe. Pamiętajmy przy tym, że to, co dla Kubańczyka jest luksusem, dla Europejczyka stanowi normę.
Turyści oczywiście płacą w CUC, no bo przecież należy im się luksus, chociaż w niektórych miejscach można próbować płacić w CUP. Nie zawsze się to udaje, ale próbować warto. 1 CUC wart jest około 1 dolara amerykańskiego, 1 CUP to około 25 CUC.
Bardzo szybko należy nauczać się odróżniania wspomnianych walut. Oba rodzaje banknotów są trochę podobne do siebie, często przy obu pojawia się znaczek dolara, i chociaż mieszkańcy Kuby to mili ludzie, to jednak niektórzy mają słabą silną wolę i próbują wydawać nam resztę w CUP zamiast w CUC. Wyobraźmy sobie, że kupiliśmy rzeczy za 8 CUC, dajemy przemiłemu sprzedawcy 10 CUC, wydaje nam 2 CUC, odchodzimy, chcemy płacić w następnym stoisku i okazuje się, że przemiły sprzedawca, niewątpliwie przez pomyłkę, wydał nam 2 CUP. Co oznacza, że jesteśmy do tyłu jakieś 2 USD. Trzeba zwracać na to baczną uwagę, bo zupełnie nieświadomie możemy pozbawić się środków do życia. Dlatego przed wyjazdem warto obejrzeć w internecie jak wyglądają CUC i CUP. Dzięki temu będziemy zawsze w stanie wytłumaczyć przemiłemu sprzedawcy, że potrzebujemy od niego zupełnie innych papierków. Co do zasady: na banknotach CUC są pomniki, a na CUP twarze zasłużonych dla kraju Kubańczyków. 

Kuba dla aktywnych – jak jeździć, gdzie bywać?

Bywać wszędzie, jeździć wyłącznie wynajętym samochodem. Poza oczywistością, że możemy nim dojechać gdzie chcemy i kiedy chcemy, przemawiają za nim inne argumenty. Na przykład taki, że pociągi na Kubie są przerażające, a podróżowanie nimi to męka. Wyobraźmy sobie komunikat, że pociąg jest opóźniony o 24 godziny. Trudno, nie? A na Kubie to możliwe, gdyż składy są tak stare, że potrafią się podczas podróży popsuć. Zapomnijmy też o aktualnych rozkładach jazdy. Zresztą zapomnijmy o jakichkolwiek rozkładach jazdy.
W przypadku autobusów lokalnych sprawa wygląda identycznie. Na dodatek dostać się do nich nie sposób, zresztą nawet nie jestem pewna, czy turystę by do takiego autobusu wpuścili. Busy dla turystów częściowo rozwiązują problem podróżowania punktualnego i w miarę komfortowego, ale i tak jesteśmy uwiązani do trasy, bo nigdzie w bok nie pojedziemy. Do tego są dość drogie, po przypominam, płacimy za nie w CUC.
Pewnym rozwiązaniem może być autostop, zwłaszcza, że na Kubie łapanie okazji to sport narodowy. Jeżeli chcielibyście w ten sposób pozwiedzać wyspę, musicie choć w minimalnym stopniu komunikować się w języku hiszpańskim, bo miejscowi rzadko mówią po angielsku (dba o to zwycięska rewolucja socjalistyczna). Autostopowicz powinien też uzbroić się w cierpliwość, chociaż jako cudzoziemiec pewnie będzie miał szanse zostać wybrany poza kolejnością, z nadzieją podwożącego na zarobek.

Kuba przejazdem, czyli wypożyczamy samochód

Przy wyborze samochodu w wypożyczalni możemy zapomnieć o wyborze, i bierzemy co nam dają. To na pewno dla niektórych minus, ale zwalczmy w sobie chęć szpanowania samochodem z wypożyczalni. W krainie amerykańskich oldtimerów i tak nie mamy na to szans.
Jak już wspominałam przyda nam się karta kredytowa. Rozglądając się za firmami wynajmującymi samochody możemy zapomnieć o Hertzu czy Avisie, gdyż na Kubie mamy do dyspozycji wyłącznie instytucje państwowe. Wiem o trzech oficjalnych firmach: Cuba Car, Havanaautos i Transtur. Ceny nie różnią się wiele od tych europejskich, ale zwalczcie w sobie chęć zaoszczędzenia paru peso wymienialnych. Łatwo bowiem paść ofiarą oszustwa.
Wypożyczalnie zdzierają, opłaty dodatkowe potrafią wynieść nawet 50% ceny podstawowej (opłaty paliwowe, oddanie samochodu w innej miejscowości etc.), ale nie zrażajcie się. Zwiedzanie Kuby samochodem jest zdecydowanie najwygodniejsze.
Podczas odbierania samochodu zwracamy oczywiście uwagę na stan karoserii i wnętrza, występowanie kompletu pedałów czy drążka hamulca ręcznego, ale również opon, w tym zapasu. Po drogach Kuby spacerują wielkie… kraby, które mają jeszcze większe szczypce. Zdarzy się, że nie uda się takiego kraba ominąć. W takiej sytuacji warto mieć nowe opony z niezajechanym bieżnikiem.
Gdy jednak przytrafi się nam nieszczęście, szukamy miejsca oznaczonego napisem Ponchera. To wulkanizacja, gdzie nie kupimy nowej opony, ale pomogą nam naprawić naszą po przebiciu. Pamiętajmy, że na wyspie prywatna inicjatywa wygląda inaczej niż w Polsce, i wulkanizator mieści się zazwyczaj w niepozornej chacie. Znakiem rozpoznawczym jest wspomniany napis i opony rowerowe wiszące na drzwiach.
Wzdłuż całej wyspy prowadzi autostrada, poza tym drogi są w jakości wątpliwej. Mimo wszystko da się po wyspie podróżować w miarę sensownie, chociaż na pewno nie szybko. Warto również mieć w pamięci fakt, że po zmroku bardzo rzadko drogi są oświetlone, więc jazda po nich wiąże się z dodatkowymi przeżyciami natury survivalowej. Co nas oczywiście nie zniechęca.

Kuba – jak tam w ogóle przeżyć? 

Bez problemu. Jako turyści mamy dostęp do luksusów, o których przeciętny Kubańczyk może pomarzyć. Mówimy tu o takich frykasach jak ser żółty, szynka bardziej podobna do mortadeli, kurczak, owoce morza, alkohole, słodycze czy chemia gospodarcza. Jak już wspominałam, na wyspie trwa zwycięski pochód rewolucji socjalistycznej, i umęczeni mieszkańcy borykają się z trudnościami aprowizacyjnymi podobnymi do tych, jakie mieliśmy w Polsce w latach osiemdziesiątych. Obrazki znane – puste półki i kartki, których nie możemy zrealizować, bo towaru brak. System kartkowy pewnie nie przetrwa długo, bo krytykuje go obecny dyktator Raul Castro, ale chwilowo w sklepie możemy poczuć się jak w Polsce przed 40 laty.
Experience gwarantowany!