Kobiece kino to bogactwo przeżyć i emocji oraz historii, które fascynują. Często historie te dzieją się w fantastycznych miejscach, które warto odwiedzić w realnym życiu. Choćby idąc tropem filmowych bohaterek – bo każdy powód jest dobry.

Jak typowa kobieta – uwielbiam babskie kino. Wiecie, nie mam na myśli jedynie romantycznych komedii, choć je oczywiście także lubię, ale również kino nieco bardziej ambitne. Wyruszmy więc w podróż tropem filmów o kobietach i dla kobiet.

Atomic Blonde” (2017)

Nowość, która skłania mnie do natychmiastowego zaplanowania wizyty w Berlinie. No, może jak zakończę trudny proces rekonwalescencji… Pozazdrościłam Atomowej Blondynce dreszczu emocji i zrobiłam sobie straszną krzywdę – o tym jednak już wiecie. Teraz poleżę i przypomnę sobie, jak fantastyczne sekrety kryje stolica naszych zachodnich sąsiadów i urządzę sobie kolejne seanse filmowe – chyba nawet po kolei…

Film nie tylko dla kobiet – jeśli twój facet lubi dobre kino szpiegowskie, z pewnością spędzicie razem miłe chwile. Na mojej liście znalazł się z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest rewelacyjna wprost Charlize Theron (pisałam już, że kiedyś ją poznałam? Przepiękna kobieta!) w roli Lorraine Broughton – tajnej agentki. To niezwykle inspirująca bohaterka, której próby rozwikłania tajemnic i zagadek ogląda się z ogromną przyjemnością. Drugim powodem jest bardzo malowniczo pokazany Berlin. Jeśli kiedykolwiek byliście w tym mieście wiecie, że obecny w czasach zimnej wojny mur zostawił na nim niezatarty ślad. Dzięki „Atomic Blonde”” możemy przenieść się do tamtych czasów i poczuć atmosferę tego miasta.

„Thelma i Louise”/ „Thelma & Louise” (1991)

Absolutny hit kina kobiecego, który zna chyba każda z nas. Możliwość śledzenia ucieczki Thelmy i Louise od szarości dnia codziennego jest doskonałym sposobem na spędzenie udanego popołudnia. Tym bardziej, że film ten pozwala nam poznać Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz, a także poczuć niezwykłą atmosferę tego kraju.

Co ciekawe, to pierwszy film drogi, który zerwał z tradycją mężczyzn jako głównych bohaterów. Drogie Podróżniczki, pozycja obowiązkowa!

„Dzika droga”/”Wild” (2014)

To film przejmujący i piękny. Zrealizowany na podstawie biograficznej powieści Cheryl Strayed pozwala poznać nam USA od podszewki. Odtwórczyni głównej roli to Reese Witherspoon, wcielająca się w Cheryl, która pełna bolesnych wspomnień i przeżywająca żałobę po odejściu matki udaje się w samotną wędrówkę. Film pobudza do refleksji, momentami smuci, momentami szokuje. Nie sposób jednak przejść wobec niego obojętnie. Zaś piękne widoki – od piaszczystych pustyń, po strome góry i rwące potoki pozwalają nam poczuć się tak, jakbyśmy to my brali udział w karkołomnej wędrówce przez całe Stany Zjednoczone.

Część tych pięknych miejsc już widziałam – szlak Pacific Crest przechodzi też przez popularne miejsca turystyczne, dając podróżnikom szansę na ochłonięcie i skorzystanie z dóbr cywilizacji. Czasem zastanawiam się, czy nie podjąć kiedyś wyzwania i nie zmierzyć się z naturą, upałem i własnym ciałem. Sporo myślę o tym zwłaszcza teraz…

„Vicky Cristina Barcelona” (2008)

Jeden z moich ulubionych filmów Woody’ego Allena, który ma w sobie wszystko to, co kocham w kinie. Skomplikowane relacje bohaterów, ciekawie skonstruowane postaci – rozważnej Vicky oraz romantycznej, spontanicznej Cristiny, doskonale dawkowany humor. To jednak nie wszystko. Film ten jak sam tytuł wskazuje pozwala nam poznać piękno Barcelony i sprawia, że nawet w środku zimy można poczuć słońce i letni, wakacyjny nastrój.

Choć, jak już wiecie, za Barceloną delikatnie mówiąc nie przepadam, w tym filmie nadal widzę ją inaczej – jako to miasto, które chciałam poznać, zanurzyć się w nim, zgłębić. Z taką Barceloną bardzo mi po drodze.

„Amelia”/”Le fabuleux destin d’Amélie Poulain” (2001)

Tego filmu nie mogło zabraknąć na liście. Piękna historia, wspaniała Audrey Tautou oraz magiczny i klimatyczny Paryż to idealne połączenie, do którego chętnie wracam. Rozczulam się za każdym razem kiedy Amelia wręcza mężczyźnie jego skarby z dzieciństwa. Nie da się ukryć, że „Amelia” to film ukazujący nieco idealistyczne podejście do świata, niemniej jednak, gdyby wszyscy byli jak jego bohaterka świat z pewnością byłby lepszym miejscem.

Warto dodać, że film jest cudownie nakręcony i zmontowany, dzięki temu pozwala nam poczuć się tak, jakbyśmy naprawdę byli w Paryżu i pokazuje go z jego najlepszej, klimatycznej  strony. Urokliwe zakątki, sprawiające wrażenie wymyślonych i wykonanych przy użyciu grafiki komputerowej, istnieją naprawdę i bywają równie zachwycające, jak w filmie. Paryż jest miastem magicznym i spędzanie w nim czasu jest fantastycznym doświadczeniem – a jeśli zaczniemy spacerować po nim o zachodzie słońca, z „Amelią” w głowie, będzie jeszcze piękniej i jeszcze bardziej mistycznie.

„Wesele Muriel”/”Muriel’s Wedding” (1994)

O tym, jak piękna jest Australia, a szczególnie Sydney, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Miasto to możemy podziwiać oczami nastoletniej Muriel, która jest fanką zespołu ABBA, marzącą o wspaniałym ślubie i weselu. Pewnego dnia postanawia zmienić swoje życie, kradnie rodzinne pieniądze i ucieka w świat wraz z najbliższą przyjaciółką, Rhondą. A potem dzieją się same niesamowite rzeczy! Dziś patrzę na ten film znowu inaczej i bardziej osobiście – to ze względu na Rhondę, która przez jeden drobny upadek skończyła na wózku inwalidzkim. Mam dla niej znacznie więcej czułości niż poprzednio…

To film, który ma już naprawdę sporo lat, mimo to wciąż bawi, wzrusza i pozwala poznać piękno stolicy Australii. Całość okraszona ponadczasowymi hitami ABBY jest propozycją, którą warto rozważyć. I choć Australia zdaje się czasem krajem odległym, trudnym, w którym wszystko chce cię zabić (och, to w ogóle temat na oddzielną historię z dreszczykiem!) to nawet wypłowiałe i smutne miasta Australii widoczne w „Weselu Muriel” mają w sobie pewien nieuchwytny urok. A natychmiast po przekroczeniu ich granic wpadamy w obłęd spowodowany pięknem tutejszej natury.

„Valley of Flowers” (2006)

To idealna propozycja dla tych, którzy uwielbiają egzotykę. Stworzony przez hinduskiego reżysera film to dramat miłosny dziejący się… na przestrzeni 200 lat! Znajdziemy w nim motyw reinkarnacji, całe morze emocji, piękne, ale i trudne uczucie pary, która zostaje rozdzielona na 200 lat po to, by spotkać się we współczesnym Tokio. Film ten to nie tylko zjawiskowo piękna i uzdolniona Mylene Jampanoi, ale również wspaniałe widoki Himalajów oraz Tokio.

Nie jest tajemnicą, że Azję bardzo lubię, a majestatyczne krajobrazy i kadry z jednego z najbardziej fascynujących miast świata przekonują mnie, że najwyższy czas tam wrócić i przypomnieć sobie, jak cudownie różnią się między sobą miejsca, ludzie i kultury. I cieszę się, że jednak będę miała szansę…