„Cześć Ewelina, jesteś́ w Polsce?” Tak zaczyna się̨ 80 proc. rozmów telefonicznych ze znajomymi, z którymi nie miałam przez kilka tygodni kontaktu. Może w drodze nie spędzam większości roku, ale rzeczywiście, w tym udało się odbyć kilka ciekawych podróży. Tym bardziej nie wypada obniżać lotów w drugiej połowie 2017 roku.

Na brak pomysłów, dokąd pojechać i co zobaczyć, nie narzekam. Ale moja Travel Bucket List zmienia się wraz z kolejnym odhaczaniem z zestawienia miejsc, które udało się odwiedzić. Tak, że na chwilę obecną moje topowe do odwiedzenia miejsca (moooże jeszcze w 2017 roku?) znajdziecie poniżej. Pokrywają się z Waszymi?

Buszować wśród marokańskich suków

Mocno zaniedbałam ostatnimi czasy Afrykę. Niestety. Nie zmienia to jednak faktu, że obok Am. Pd. to najbliższy memu sercu kontynent. Nie tylko z powodu egzotyki, zapierającej dech przyrody, ale głównie przez wzgląd na lokalną kulturę – muzykę, taniec, tradycję pielęgnowania rodzinnych więzi. To wszystko pozwala zwolnić, zastanowić się nad sobą i oderwać od codziennego pędu… Ale tu nie o nim! Bo za cel swojej podróży w pierwszej kolejności wybrałabym Maroko. Ponoć niesamowicie barwne, pełne zgiełku, ale takiego, który zamiast męczyć, fascynuje. Dlatego pierwsze kroki skierowałabym na arabski suk tonący w woni przypraw i bogactwie kolorów. On my list!

Wypić herbatę z Masajami w Kenii

Z pewnością jeden z tych kierunków, który należy obrać jak najwcześniej, nim kompletnie „zturyścieje”. Ale po obejrzeniu relacji z wizyty w wiosce masajskiej wielu podróżników chyba nie muszę nikogo specjalnie do tego namawiać. Sama czuję się w 100 procentach zachęcona. Mam jednak awersję do pseudo-masajskich wiosek, które to zachwalają globalni touroperatorzy. Zazwyczaj bowiem miejsca te z autentycznością nie mają wiele wspólnego. Dlatego jeśli możecie polecić sprawdzony sposób na dostanie się do PRAWDZIWEJ masajskiej wioski – chętnie oprę się na waszych rekomendacjach. Za wszystkie z góry serdecznie dziękuję!

Nic nie robić w Central Park

Choć miasto znam całkiem dobrze (zresztą w NY trudno się zgubić), to jedno z tych miejsc, które przy każdej kolejnej wizycie fascynuje coraz bardziej. Sprawia, że masz ochotę wracać i odkrywać je na nowo. Ale gdybym mogła przenieść się do Wielkiego Jabłka na jedną dobę, z pewnością trafiłabym właśnie tu. „Park jak każdy inny” – można przecież pomyśleć. A jednak ma on w sobie coś, co trudno znaleźć w innych miejskich ogrodach. Przede wszystkim sprawia, że człowiek czuje się w nim jak w dobrze znanym miejscu. Miejscu bezpiecznym. Dlaczego? A no dlatego, że Central Park oglądać można w tylu hollywoodzkich produkcjach, że siłą rzeczy trafiając na miejsce – rozpoznajemy różne jego zakątki. A to ze „Śniadania u Tiffany’ego”, „Kevina samego w Nowym Jorku” „Plotkary” czy Seksu w Wielkim Mieście. Każdy więc poczuje się tu jak w parku nieopodal swojego domu. Także do Nowego Jorku i Central Parku – zawsze chętnie. Namawiam i Was!

Zatańczyć Zorbę na Mykonos

Co ja z tej Grecji pamiętam… Byłam, owszem, ale w wieku lat 10-ciu, więc pozostały mi strzępki wspomnień. Jest we mnie jednak wielka determinacja, żeby je odtworzyć – najlepiej empirycznie. Do Grecji ciągnie mnie jak do żadnego innego miejsca. Na Mykonos konkretnie. Podobno bajecznie! A opinie zebrałam od osób, które niejeden idylliczny zakątek świata już w swoim życiu widziały. Wyspa ponoć cudna. Piękne plaże, malownicze widoki, zatłoczone, ciasne uliczki, które mają niesamowity wprost klimat i wielu szalonych imprezowiczów, którzy sprawiają, że pobyt w tym miejscu jest pełen wrażeń 😉 No i do tego grecka kuchnia, którą uwielbiam sprawiają, że to mój niekwestionowany faworyt do kolejnej podróży.

Jeszcze miesiąc temu na tej liście znaleźć można było „Przetańczyć noc w klubie na Ibizie”. Umówmy się – jeśli jesteś względnie młody i podróżujesz to prędzej czy później musisz tam trafić. Przekonałam się o tym na własnej skórze. O wrażeniach we wpisie poświęconemu Ibizie. Soon!

https://www.instagram.com/p/BXM5LKKFoOj/?taken-by=travel.byevelyn