Piłka nożna to moja wielka pasja. Od razu sprostuję – pasja w trybie biernym. Nie gram, a namiętnie oglądam. Przez 16 lat mojej młodości miałam jedną miłość i była nią Odra Wodzisław. Gdy miałam 7 lat Odra weszła do Ekstraklasy. Mój tata zaczął chodzić na mecze, a jako że syna nie miał, zaczął zabierać na mecze mnie. W ten sposób została mi zaszczepiona miłość do piłki nożnej, która – uczciwie przyznaję – do bywa wręcz chorobliwie-obsesyjna.

W ówczesnym czasie mecz był świętością. Przez te 16 lat nie byłam może na pięciu spotkaniach rozgrywanych w Wodzisławiu? Za czasów studiów w Krakowie przychodził weekend, a ja często zamiast iść na imprezę ze znajomymi jechałam na kilka godzin do Wodzisławia, żeby zobaczyć Odrę. Ech, to były czasy.

Równolegle do kibicowania Odrze, kibicowałam też polskiej Reprezentacji. Na mecze polskiej drużyny jeżdżę od kiedy pamiętam. W Polsce i za granicę. Od 2006 roku byłam na wszystkich Mistrzostwach Świata i Europy w Piłce Nożnej, za wyjątkiem Brazylii w 2014 roku. Przy wszystkich turniejach pracowałam jako wolontariuszka. Ale mecze to nie tylko sportowe emocje i 90 min adrenaliny. To także możliwość poznania nowych miejsc przy okazji wydarzeń sportowych. A że moją drugą obok piłki nożnej miłością są podróże to nie mniejszą radość daje mi oglądanie miast goszczących naszą Reprezentację, jak i samych stadionów, na których rozgrywane są mecze. Spotkań piłkarskich, o których piszę w tej części wpisu nie widziałam, bo mnie jeszcze na świecie nie było. Nie na wszystkie opisane stadiony dotarłam – niektórych już nie ma, bo zostały nadbudowane nowymi. Ale historię pisaną stadionami mamy piękną. O niektórych z nich nie można zapomnieć czy ich pominąć.

Narodziny polskiej reprezentacji

Pierwszy w historii mecz międzypaństwowy polska Reprezentacja rozegrała w 1921 roku w Budapeszcie. Początkowo nie było nam łatwo zaistnieć na arenie międzynarodowej, nie byliśmy członkiem FIFA, względy finansowe i logistyczne uniemożliwiały rozegranie spotkania w kraju zbyt oddalonym od Polski. Sytuacja geopolityczna wykluczała mecze z Rosją, Niemcami czy Czechosłowacją. W połowie 1921 roku Węgrzy wystąpili z propozycją rozegrania spotkania. Termin ustalono na 18 grudnia 1921 r. Spotkanie zakończyło się naszą przegraną 0:1, chociaż w trakcie meczu Wacław Kuchar mógł wyrównać. Jednak gdy po trafieniu piłką w głowę, węgierski bramkarz padł na murawę, Kuchar nie strzelił do pustej bramki tylko zaczął cucić omdlałego Węgra. To były inne czasy. Spotkanie przegraliśmy. Ale nasz bramkarz, Jan Loth, został okrzyknięty graczem meczu. Tyle na osłodę.

Stadionu w Budapeszcie, na którym wtedy graliśmy już nie ma. Pierwszy raz został zburzony podczas działań wojennych. Odbudowany w 1947 roku służył klubowi MTK Budapest FC do 2014 roku. Wtedy został zburzony ponownie i na jego miejscu w latach 2015-16 powstał Hidegkuti Nandor Stadium.

Popatrzcie na to zdjęcie z 1929 roku i zachwyćcie się przepiękną trybuną krytą oraz strojami, w jakich się wtedy chodziło na mecze.

Tak było kiedyś…

… a tak jest dziś

Debiutujemy na Mistrzostwach Świata 1938 r.

W eliminacjach do MŚ wyeliminowaliśmy w dwumeczu Jugosławię. Swój pierwszy i jak się okazało jedyny mecz w tych mistrzostwach rozegraliśmy na Stade de la Meinau w Strasburgu. Obiekt oddano do użytku w 1906 roku, w międzyczasie kilkukrotnie gruntownie przebudowany, służy piłkarzom RC Strasbourg do dzisiaj.

Do Francji pojechało piętnastu zawodników. 5-go czerwca w obliczu 13,5 tys. widzów stanęliśmy do walki z Brazylijczykami z fenomenalnym Leonidasem na czele. I to on strzelił pierwszą bramkę w tym spotkaniu, chociaż niewiele o niej można powiedzieć, bo po meczu nikt nie mógł sobie przypomnieć, jak ona padła. Pięć minut później Fryderyk Scherfke strzelił dla Polski historyczną pierwszą bramkę na Mistrzostwach Świata. A był to dopiero początek tworzenia się historii polskiej piłki nożnej. Do przerwy Brazylia prowadziła 3:1. W drugiej połowie graliśmy ciągle defensywnie, ale mimo to Ernest Wilimowski strzelił dwie bramki, doprowadzając do remisu. Brazylijczycy odpowiedzieli jedną bramką i gdy już wydawało się, że przegramy, minutę przed końcem spotkania znowu trafił Wilimowski. W pierwszej części dogrywki dwie bramki strzelił Leonidas, na dwie minuty przed końcem spotkania jednego gola dołożył znowu Wilimowski. Pomimo dwóch okazji na podwyższenie wyniku spotkania, ulegliśmy Brazylijczykom 6:5. Dzięki swojemu wyczynowi Wilimowski przez prawie 60 lat był rekordzistą pod względem bramek strzelonych podczas jednego spotkania w mistrzostwach świata.

Jeśli miałabym szansę zobaczyć jeden wybrany mecz w historii – bardzo możliwe, że postawiłabym właśnie na ten.

Co ciekawe, stadion ten był szczęśliwy dla naszego futbolu klubowego. To tam odbyło się dodatkowe trzecie spotkanie półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1969/70 pomiędzy Górnikiem Zabrze i AS Roma. Mecz zakończył się remisem, dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a ponieważ ówczesny regulamin nie przewidywał rzutów karnych, zwycięzca został wyłoniony przez rzut monetą. Los był szczęśliwy dla Górnika Zabrze, który do tej pory jest jedyną drużyną klubową, która awansowała do finału rozgrywek europejskich finałów.

Złota jedenastka Górskiego na Igrzyskach Olimpijskich 1972

Dwa mecze, dwa historyczne wydarzenia. Pierwszy to zwycięstwo 2:1 nad Węgrami w finałowym spotkaniu piłkarskiego turnieju na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium i złoto olimpijskie dla kadry Górskiego. Olympiastadion w Monachium położony w centralnej części Parku Olimpijskiego w swoich czasach był uważany za projekt rewolucyjny, po raz pierwszy zastosowano takie duże połacie sklepień ze szkła podtrzymywane stalowymi słupami. Dziarski czterdziestotrzylatek dalej trzyma się dzielnie i cieszy oko.

I na Mistrzostwach Świata…

Drugi mecz to spotkanie w 1974 roku, które jak żadne inne zdefiniowało polski futbol i jest niemalże ekwiwalentem bohaterskiej obrony klasztoru na Jasnej Górze. Zwycięski remis na Wembley, bramka Domarskiego, ale przede wszystkim fenomenalne interwencje Jana Tomaszewskiego, który po tym spotkaniu został bohaterem narodowym. Polska została uznana za drużynę grającą bardzo nowoczesny futbol i do mistrzostw przystąpiliśmy z pozycji zespołu silnego, a nie chłopca do bicia.

Na Mistrzostwach Świata w Niemczech doszliśmy do półfinału, gdzie zmierzyliśmy się z reprezentacją gospodarzy. Waldstadion we Frankfurcie nie miał dachu, w związku z czym rozegraliśmy słynny „Mecz na wodzie”. Po ulewnym deszczu boisko przypominało staw, piłka po murawie bardziej się ślizgała niż toczyła, kilkukrotnie wydawało się, że padnie bramka, ale futbolówka zatrzymywała się w miejscu. Przegraliśmy z późniejszymi mistrzami świata 0:1. Ostatecznie po zwycięstwie nad Brazylią na szczęśliwym dla nas Olympiastadion, zakończyliśmy rozgrywki na 3 miejscu, a Grzegorz Lato został królem strzelców turnieju.

Pięknych miejsc związanych z historycznymi spotkaniami Reprezentacji Polski jest więcej. Kolejne odwiedzimy przy okazji drugiej odsłony piłkarskiego wpisu.